Tak, tak słowo się rzekło…
Pierniki upieczone i polukrowane. Dzieciaki naprawdę się
napracowały. W sumie powstało dziesięć piernikowych chatek i trzy duże puszki pierniczków. Cieszą oczy!
Błękitna czapka gotowa i na dniach zostanie dostarczona nowej
właścicielce. Jak słyszałam z bardzo wiarygodnych źródeł doczekać się już nie może 🙂
Druga para skarpet: “pozytywno-negatywnych” też jest już gotowa i cieszy właściciela.
Powoli i niepostrzeżenie nadrabiam zaległości. Istnieje nikła szansa, że Nowy Rok zacznę z czystym kontem i pustkami pod biurkiem 🙂



Oczywiście, można zrobić ochraniacze na drutach czy szydełku, ale to nie to samo, co rękawice. Poza
skrojone i przepikowane części na rękawice. Tasiemka jest w procesie tworzenia, pozostanie jeszcze tylko wszystko razem połączyć.
Od paru dni mamy na Mazowszu zgniłą aurę. Tak , tak pamiętam, że to Listopad. W zasadzie nie powinnam narzekać… a może to melancholia? Jakby trochę mniej energii, kolory jakieś zmokłe, nikt na ulicy na nikogo nie patrzy, tylko szybko przemyka by schronić się przed deszczem. 


W związku z tym, iż słońce zagląda każdym oknem, a na dworze pachnie wiatrem i suchymi liśćmi, postanowiłam się z Wami podzielić i trochę pochwalić ogrodniczymi dokonaniami tego sezonu: obiecane podsumowanie.




Bo to takie w moim stylu, kolejna przeciwność, którą trzeba pokonać. 