Na chwilę zostawimy szarości, czernie i melanże. Pora na kolory. Soczyste czerwienie, błękity, głębokie granaty i zielenie. Za chwilę spadnie reszta liści z drzew i do wiosny przyjdzie nam czekać na prawdziwe kolory. Cóż “taki mamy klimat”…
Wszystko zaczęło się od męskiej czapki. Czapka wełniana dwukolorowa, granatowa w zielone pasy zrobiona na szydełku. Miała zasilić kiermaszowy asortyment, ale spodobała się dziecku i już na kiermaszu nie wystąpi. Zestaw kolorów bardzo mi odpowiadał.
Chyba dlatego niewiele myśląc zabrałam się za komin/otulak dwukolorowy a jakże: karminowo-zielonkawy. Ten robiony na drutach z powtarzającym się wzorem strukturalnym. By motyw był dobrze widoczny trzeba było blokować robótkę. Blokować… a cóż to znaczy?-zapytacie. Otóż wilgotną robótkę trzeba rozłożyć na płasko, by utrzymała kształt przypiąć szpilkami- zablokować. Gdy robótka wyschnie można działać dalej.
W przypadku tego projektu zszyć końce tak by powstała tuba.
Do kompletu powstały mitenki z tym samym motywem. Zestaw dla odważnej damy, choć pan w tym komplecie wzbudziłby nie małą sensację. 😀


Słoneczko świeci, liście zmieniają kolory, a ja wszędzie widzę inspiracje. Powinnam chyba zapisywać kolejne pomysły. Kiedyś nawet próbowałam, ale skończyło się to marnie- zapodziałam kajecik z pomysłami, a gdy po jakimś czasie go odnalazłam… cóż zapisane pomysły już nie wydawał się takie atrakcyjne.






Od paru dni mamy na Mazowszu zgniłą aurę. Tak , tak pamiętam, że to Listopad. W zasadzie nie powinnam narzekać… a może to melancholia? Jakby trochę mniej energii, kolory jakieś zmokłe, nikt na ulicy na nikogo nie patrzy, tylko szybko przemyka by schronić się przed deszczem.